Przeczytaj część pierwszą historii powstania bohatera The Sinking City
Cześć wszystkim! Cieszymy się, że możemy wreszcie uruchomić The Sinking City na Xbox One i przygotowaliśmy dla Was dziś coś specjalnego. The Sinking City to gra śledcza i przygodowa rozgrywająca się w fikcyjnym świecie inspirowanym twórczością HP Lovecrafta. Wcielasz się w rolę Charlesa Reeda, prywatnego detektywa z lat 20., torturowanego przez swoją przeszłość i szukającego zbawienia, podczas eksploracji dziwnego zalanego miasta. Zanim jednak zagłębisz się w temat, chcieliśmy podzielić się kilkoma stronami z osobistego dziennika Charlesa Reeda, aby rzucić trochę światła na ponurą przeszłość naszego bohatera…
Dziennik Charlesa W. Reeda, 1918 r.
Rozdział pierwszy
…Krzyczał w agonii, trząsł się i drgał z niedowierzania, gdy krwawił z głębokich, poszarpanych ran na obu nogach i klatce piersiowej. Jego strój był przesiąknięty krwią, na koszuli miał ogromne, szkarłatne plamy, więc nie można było nawet rozróżnić imienia biednego faceta.
Bomba, która uderzyła w nasz statek, w jednej chwili zniszczyła prawie jedną trzecią załogi, pozostawiając dziesiątki innych rannych i okaleczonych. Ja po prostu stałem tam, skamieniały, ale w większości bez szwanku… jeśli nie liczyć fragmentów gruzu ocierających się o moją twarz.
„O Boże, to na pewno zostawi blizny", pomyślałam, próbując zmyć krew z twarzy wierzchem dłoni. Co zabawne, ta świadomość jeszcze bardziej mnie przestraszyła. Zawsze wiedziałam, że wojna to piekło, ale nigdy nie wyobrażałem sobie, że byłaby to tak drobna kontuzja, która postawiłaby mnie na skraju załamania psychicznego.
„Karolu! Charlie! Nagle usłyszałem głos z daleka. „Sprowadź tu swój tyłek i pomóż mi! Ale już!"
Nigdy nie lubiłem nazywać mnie „Charlie”, ale myślę, że nie było czasu, aby skupiać się na takich błahostkach. Pospieszyłem z pomocą lekarzowi, 24-letniemu chłopcu, który wydawał się zachować spokój, znacznie lepiej niż ja.
To było kilka miesięcy temu. Nasz statek został doszczętnie zniszczony przez Niemców, teraz spoczywa na dnie oceanu jak brytyjski liniowiec, który zatonął kilka lat temu. Mnie wraz z kilkoma innymi uratował zaprzyjaźniony transportowiec. Od tego czasu poprosiłem o przeniesienie do USS Cyclops, ogromnego kopalni, który transportuje surowce dla Marynarki Wojennej. Szczerze mówiąc, nie mogłem mniej dbać o jego cel, chciałem tylko uciec od krwi i śmierci.
Na początku było łatwo, a nawet nudno. Dokładnie to, czego chciałem dla siebie. Dostarczalibyśmy naszym sojusznikom wojska, węgiel i inne materiały, aby zatankować ich statki. Te podróże zajęłyby tygodnie, ale nie przeszkadzało mi to. Podobał mi się bezduszny widok na bezkresny, bezkresny ocean.
Kilka tygodni temu dali nam nowy ładunek, Bóg wie ile ton rudy manganu. Używają go do produkcji stali. Mieliśmy go przywieźć z Rio do Baltimore. To nie tak daleko od mojego domu w Bostonie.
Na początku nie było w tej wyprawie nic nadzwyczajnego. Czasami na horyzoncie dostrzegaliśmy niezidentyfikowane statki, ale one nigdy nie reagowały na nasze sygnały. Myślałem, że to dziwne, ale nie miałem powodu się przejmować. Jak powiedziałem, na początku.
Z każdym dniem nasz kapitan stawał się coraz bardziej agresywny i niespokojny, krzycząc na marynarzy za najmniejsze wpadki. Nigdy nie widziałem, żeby był tak agresywny, zachowywał się tak, jakby był opętany. Nie wyjaśnił, co go spotkało, ale mogłem powiedzieć, że to, co nękało jego umysł, było wyraźnie zaraźliwe.
„Spójrz, spójrz, w wodzie!” głęboko przerażony głos przeszył powietrze pewnego dnia. „Proszę, powiedz mi, że to nieprawda!” błagało. Wszyscy pospieszyliśmy, aby zobaczyć, co tam jest, tylko po to, by znaleźć gigantyczną plamę zgniłych wodorostów dryfujących w pobliżu. „Przysięgam, że widziałem olbrzymie oko, jakby… jakby się na mnie gapiło” – próbował wyjaśnić zakłopotany głos. „Przepraszam, ja… nie spałem od kilku dni…”
„Nie jesteś jedyny, kretynie, ale nie widzisz, że robię awanturę o nic”, gniewna myśl przemknęła mi przez mózg, gdy dotknąłem blizny pod prawym okiem. Prawdę mówiąc, naprawdę się bałem.
Niedawno dowiedziałem się, że kilku moich kolegów z załogi miało takie same marzenia jak ja – podwodne ruiny niewytłumaczalnie dziwnych budowli, jak pozostałości miasta zbudowanego przez starożytną rasę. Opisali to nawet tymi samymi słowami, co ja. Myślę, że było tam też coś innego, na przykład ogromny stos mięsa, ale nie mogę powiedzieć, czy był to martwy wieloryb, czy coś innego…
W ciągu następnych kilku dni sprawy potoczyły się naprawdę źle. Nikt, z kim rozmawiałem, nie był w stanie zasnąć, jakby w powietrzu było coś, co nie pozwalało im zasnąć. Wszyscy mamrotali jak szaleńcy, wypuszczając przypadkowe oddechy, tak jakbyś zrobił to, gdybyś zobaczył ducha. Zrezygnowaliśmy z wszelkich prób błagania naszego kapitana o wysłanie sygnału alarmowego po tym, jak zamknął kilka osób w pustej kabinie bez jedzenia. Zmusiliśmy go do podporządkowania się, a mimo to udało mu się zdobyć kilku masywnych facetów, którzy wspierali jego obłąkane przywództwo. Czy zamieszki byłyby lepsze niż rzeczywistość? Myślę, że nic by to nie zmieniło.
„O mój Boże, co się dzieje?” krzyki obudziły mnie z niespokojnego snu.
Cały statek trząsł się, jakby ktoś – lub coś – próbował przełamać go na pół. Próbując zachować spokój, wyjrzałem na zewnątrz. Nie wiem, czy naprawdę widziałem to, co widziałem, ale to był moment, w którym moje zdrowie psychiczne doznało druzgocącego ciosu. Wtedy oszalałem.
Statek wisiał nad wodą. Trzymano go jak zabawkę w czymś, co wyglądało jak potworna kończyna ogromnego stworzenia, tak tytanicznego, że jego górna część ciała była pokryta chmurami. Zanim upuścił statek, zadał brutalny cios, rozbijając maszt i zamieniając znajdujących się pod nim marynarzy w krwawą miazgę. Upadek dosłownie wyrzucił mnie do wody, ale tego nie zauważyłem.
Nie mogłem oderwać oczu od tego stworzenia. To było wspaniałe. Nigdy nie byłem świadkiem czegoś tak znaczącego, ale nie mogę tego opisać. Myślę, że rozpoznaję wzory dwunożnego ciała, ale wszystkie proporcje są odmienne, i myślę, że widziałem też skrzydła na jego grzbiecie. Kiedy próbuję to sobie przypomnieć, wydaje mi się, że zauważyłem też ogromne, podobne do macek stworzenia wystające z wody, ale nie mam pojęcia, czym one były.
Nie mam już o niczym pojęcia. Dryfuję w oceanie, otoczony ciałami i szczątkami. Stworzenie, jeśli było prawdziwe, zniknęło. Teraz jest tak spokojnie. Lubię to w ten sposób.
Nadal porządkujemy notatki Charlesa, więc czekajcie na drugą część opowiadania The Sinking City za kilka dni!
The Sinking City jest już dostępne na Xbox One w Microsoft Store. Kliknij tutaj, aby uzyskać dodatkowe szczegóły zakupu.



